środa, 12 września 2012

"... nie gramy tam gdzie nie trzeba."

W odpowiedzi na pytanie Bartka, postanowiłem zrobić nowy post, bo chcę pokazać dodatkowe obrazki.
Co to znaczy "nie gramy tam gdzie nie trzeba"? "Nie trzeba" zależy od rozkładu widowni. Czasem bardzo krótki i szeroki, a innym razem długi i wąski... ten rozkład. Jednakże zawsze będzie nieco szerszy niż rozstaw głównych paczek nagłośnienia. (Pomijam tutaj pomieszczenia zamknięte.) Bardzo dziwnie i nieprzyjemnie się słucha, kiedy stojąc blisko, vis-a-vis jednej ze stron systemu, nie ma dołu. Oddalamy się i wciąż to samo... Tak będzie w przypadku zwykłej linii subbasów.


Jeśli sporo słuchaczy stanie po bokach, to kiepsko. Za to mamy dobre pokrycie dołem daleko, na wprost sceny. Strzałki pokazują typowy kąt środko-górek. Widać, że nie koreluje dobrze z subami.
O układzie lewo/prawo, przyznałem, że ma wady, ale też mocne zalety. Wykres pokazuje dużą spójność z górkami. Spójność ta dotyczy również charakterystyk czasowych i fazowych w bardzo szerokim kącie patrzenia. Oznacza to lepsze brzmienie muzyki. Podobne dopasowanie, układ linii subów ma dopiero daleko przed sceną. Dlatego właśnie radzę niedoświadczonym w te klocki, robić lewo/prawo, albo w kupie na środku. Układ linii, odpowiednio sterowany, może zagrać szerzej i tego bym sobie oraz państwu życzył, ale dopiero po świadomym projekcie. Tymczasem, lewy przykład dobrze nadaje się, dajmy na to, dla widowni po drugiej stronie rzeki. Wcale nie żartuję. Widziałem już takie super koncerty.