wtorek, 28 sierpnia 2012

Różowy kompresor


Mam różowe etui na telefon. Nie jest praktyczne, bo się brudzi i płowieje od słońca oraz tlenu, zawartego w ziemskiej atmosferze. W dodatku ma wytłoczone wzorki, które genialnie akumulują ciemną materię. Postanowiłem założyć go na kompresor.

Nieee... Wymyśliłem coś zupełnie innego. Wymyśliłem, żeby w Side Chain kompresora włożyć filtr odwrotny do charakterystyki szumu różowego. (Tak, ten artykuł też będzie totalnie niezrozumiały.) Przez jakiś czas, żyłem w przeświadczeniu, iż odkryłem Amerykę. Niestety, parę dni temu, Bartek pokazał mi fabryczne urządzenie, z takim właśnie rozwiązaniem. Szkoda, że nie ja, pierwszy na Ziemi, go stworzyłem, jednakże wymyśliłem niezależnie i za to mi chwała. Brawo ja! Przed chwilą przeczytałem instrukcję, bo jestem z tych nielicznych, co instrukcje czytają. Nie macie pojęcia ile można się z czegoś takiego dowiedzieć. Każde urządzenie powinno mieć instrukcję. Świat byłby dużo prostszy. Co? Mają?

Mimo plagiatu, postanowiłem napisać o moim różowym kopresorze, bo wydaje się, że instrukcję do API2500 tworzył marketingowiec i profilował ją dla odbiorcy  amerykańskiego. Jest tam funkcja kształtowania barwy dźwięku THRUST, nasz filtr nazywa się LOUD i powoduje PUNCH. WOOOOOOOOOW!!! Jaki fajny coś!!! Normalnie...  yhm... no... mmm... WOOOOOOOOOOW!!! Ja chcę zawsze mieć Thurst, Loud i Punch na wszystkim! Lecę to kupić!... No dobra, znowu nie. Rzecz w tym, że osobiście, nigdy nie nazwałbym tego w taki sposób. Używam owej kompresji od paru lat i nigdy mi nie przyszło do głowy, że robi ona wspomniane super rzeczy. Uwaga - jestem 100% pewny (Yeah I'm one hundred percent positive, mate!), że zrobiłem to samo co Thrust, za to z zupełnie innych przyczyn, niż Oni. Dlatego właśnie piszę.

Zaawansowani dźwiękowcy kumają, że normalny kompresor reaguje bardziej na dźwięki niższe. To znaczy, że w całym miksie, bardziej obchodzi go stopa i bas niż, dajmy na to, tamburyn. Dlaczego? Bo kompresor nie ma uszu podłaczonych do ludzkiego mózgu i nie wie co to zespół. Nasze móóózgi reagują na energię dźwięku, a kompresory na napięcia elektryczne. Jeśli ustawimy tamburyn jednakowo głośno jak stopę, to okazuje się, że robi ona dużo większy prąd niż tamburyn. Gupi kompresor widzi ten prąd, a nie naszą głośność. Czy można nauczyć kompresora, co to jest głośność? Ha! Trzeba mu wsadzić filtr korygujący opisaną rozbieżność. To bardzo proste. Dajemy EQ o nachyleniu stałym, rosnącym 3dB na oktawę. Już. To jest dokładnie odwrotność charakterystyki częstotliwościowo-amplitudowej szumu zwanego różowym. Ten szum, ma płaską charakterystykę energii (nie amplitudy) i taki właśnie odbieramy jako równy dla naszych uszu. Zastosowanie wspomnianego filtra w obwodzie detekcji kompresora, czyli wsadzenie go w Side Chain, tłumaczy mu ludzki sposób słyszenia muzyki. Jakie są konsekwencje? Ano bardzo istotne. Każda częstotliwość, każdy dźwięk i każdy instrument staje się dla urządzenia jednakowo ważny. Niskie dźwięki nie powodują pompowania. Zaraz, ale może ja lubię pompowanie. A jak jest zbyt mocne, to wystarczy zwykły filtr HP. No właśnie. Co w tym takiego super? Łeee... No otóż, ja używam różowego kompresora przede wszystkim do gitary basowej i do wokali, a wokale niczego nie mają pompować.



Basówka

Chciałbym, żeby wszystkie dźwięki były jednakowo głośne. Niestety im większa kompresja, tym głośniejsze są nuty wysokie, bo przecież robią mniejszy prąd i zwykły kompresor błędnie uznaje je za ciche. W efekcie, wcale nie ma dobrego wyrównania. Różowy kompresor załatwia sprawę. Jest naprawdę... naprawdę równo. Można kompresować łagodniej i wszystkie dźwięki są pod kontrolą. W zasadzie już nie mogę się bez tego obejść.

Wokal

Jakie problemy mamy z wokalami? Kiedy śpiew jest cichy, to za bardzo dudni dołem, kiedy głośny - niemożliwie wyskakuje środek, kiedy ostry - pojawia się 3 kilo, kiedy esy - 10 kilo. Walczymy na różne sposoby. Pierwszy, to EQ będące kompromisem zależnym od charakteru obrabianego śpiewu. Potem kompresor, a w efekcie dostajemy więcej szeroko pojętej góry. Wtedy de-esser, czasem dwa, jeden na "s", drugi na "sz" i "ć" (uroki polszczyzny). A co ze środkiem? Och jak dobrze byłoby mieć kompresor pasmowy, albo jakieś dynamiczne EQ. No dobrze, ale kiedy już jest, to stajemy przed panelem, który ma kilkanaście parametrów, a ich ustawienie nie jest łatwe. Do tego, taka kupa processingu nie jest obojętna dla jakości dźwięku. No to zamiast kupy, włączamy różowy kompresor i KAŻDY wyskakujący dźwięk jest kompresowany - trzyma dół, ścisza środek, hamuje ostrość nie zabierając prezencji i wychwytuje wszystkie rodzaje ś, ć, sz, sry jakie sobie zamarzymy i to bez jakiegokolwiek strojenia! Czemu cały świat nie oszalał na punkcie takiego czegoś? A czemu nie ratujemy wielorybów? Jak mawiał mój kolega, czasem jest też tak. Wady? Ktoś może zarzucić, że lubi, kiedy kompresja wokal rozjaśnia. To kwestia wokalisty, języka, uzębienia, mikrofonu, piosenki, gustu itd.

Inne dźwięki

Moim zdaniem, różowy kompresor robi przede wszystkim na instrumentach monofonicznych. Mam na myśli takie, które nie grają akordów. Ten kompresor reguluje jednakowo cały dźwięk, który dostaje. Bas się nadaje, bo jego partia składa się zwykle z kolejnych dźwięków pojedynczych. Pasują tu wszelkie instrumenty dęte, ale nie miałem okazji się pobawić. Natomiast współbrzmienia i akordy, np. klawiszy lub gitar, zyskają znacznie mniej, bo niezależnie od wysokości dźwięku, zajmują mniej więcej podobne, szerokie pasmo częstotliwości. Nie chcę też różowego kompresora na busach czy miksach. Nie wyobrażam sobie, żeby mi tamburyn ściszał i pompował całym nagraniem. Tak już jest, że muzyka rozrywkowa lubi się z gupimi kompresorami klasycznymi.

Zastanawiałem się czemu API napisało, że Thrust, Loud i Punch? Domyślam się. Jeśli ustawimy klasyczny kompresor na miksie i nagle przełączymy go w tryb Thrust Loud - zrobi się głośniej. To nie jest cudowna właściwość tego kompresora. Po prostu, przed zmianą urządzenie bardziej ścisza, bo jest wrażliwe na basy. Po włączeniu Thrust to przewrażliwienie znika i kompresja staje się zwyczajnie płytsza. Słychać głośniej, ale to tak, jakby gałkę głośności Volume, reklamować jako rewolucyjny Loud Jet Boost Knob. Niby prawda, ale trochę... dziwna. Należałoby porównać brzmienie przy skompensowanej głośności. Piszą, że Thrust mniej pompuje i że ma więcej kopa. Naprawdę? Wydawało mi się, że odczucie kopa wynika z pompowania. Objaśnienia instrukcji są pokrętne, łączą dane techniczne z psycho-bełkotem skierowanym do laików. Dosyć. Jestem niepolityczny. Olewam.

Niebawem będzie można wszystko usłyszeć uszami. Właśnie kończę miksować nowy, tym razem koncertowy album Małgorzaty Ostrowskiej. Mój różowy kompresor jest na wokalu Małgosi, Piotra Cugowskiego oraz na wszystkich basówkach. Żadnych deesserów, żadnych kompresji pasmowych. Oszczędne EQ.

P.S.
Jeśli będzie mi się chciało, opiszę jak zrobić sobie korekcję dla różowego sajdczejna.