czwartek, 16 sierpnia 2012

CISZA NAGRANIE

CISZA NAGRANIE - to właśnie kojarzymy z działaniami w studio. Moje wynurzenia będą więc o ciszach podczas nagrywania. Ze strachu, nie podam ni miejsca, ni nazwisk. Wszelkie zbieżności z postaciami lub miejscami z reala, są koniecznie przypadkowe i z całą pewnością chybione.


Wyobraźmy sobie całkowicie wyssaną z palca sytuację. Jesteśmy w studio będącym częścią większej firmy, związanej z wytwarzaniem dźwięku. Właśnie trwa nagranie wokalu. Artysta, w osobnym pomieszczeniu, w delikatnym, nastrojowym półmroku, śpiewa po raz kolejny, swoją klimatyczną piosenkę. Wydaje się, że tym razem, to jest właśnie TO. W reżyserce maszyna rejestruje każdy szept, a producent, z zamkniętymi oczami odpływa razem z muzyką. W drzwiach pojawia się korporacyjnie uśmiechnięta i takoż odziana postać osoby z wyższego szczebla drabiny owej dźwiękowej firmy. Czy możemy z małą wycieczką? - zadaje retoryczne pytanie, nie wątpiąc ani przez chwilę, że ktoś mógłby mu odmówić tak niewinnej rzeczy. Zza pleców persony wyciągają się żurawie łby zafascynowanych niedźwiękowców. NIE! - rzuciliśmy się z wyciągniętymi rękami. - Przepraszamy, ale właśnie trwa nagrywanie wokalu. - Aha, aha, tak, tak, oczywiście, już wychodzimy. - padło z nieustająco promiennej twarzy. Wycieczka wycofała się, po czym wszyscy weszli do studia gdzie śpiewał wokalista.

Tak. Weszli. Całe szczęście, że obraźliwe komentarze nie przenikają dźwiękoszczelnych ścian reżyserki. W dzisiejszych czasach, ludzie zarządzający nie muszą znać się na działalności swojej firmy. Przecież to wcale nie jest potrzebne do skutecznego menedżeringu, ale ćśśś...

Miało być o ciszach. Liczba to mnoga. Zastanawiam się, czy po tak błyskotliwie opowiedzianej anegdocie, ma sensu rozwodzenie się nad kwestiami technicznymi. Spróbuję.

Spotkałem się niedawno ze złem struktury gainów. Gainy, bla, bla, poziom, bla, miernik, bla, bla, headroom, bla, bla, bla, dupa. I przez to wszystko, wokalista w słuchawkach, oprócz głosu i muzyki, dostawał tonę szumu. Rzecz trywialna. Wysterowujemy wejścia konsoli normalnie, czyli na żółte, czyli żeby nie za cicho i żeby nie przesterować. Specjalne wyjścia podają sygnały na przetworniki nagrywające komputera. Okazuje się, że są bardzo przesterowane. Trzeba ściszyć. Skręcam więc gainy. Zapis jest ok, ale... poziomy w stole zrobiły się niskie. Wszystko szybko, artyści czekają. Żeby w słuchawkach było dobrze słychać, trzeba było gały odkręcać na maksa - wysyłki i wzmacniacze. W efekcie podbiły się wszystkie super-analogowe szumy. Ciszy brak, bo wejścia są za cicho, a przetworniki zbyt czułe. Bla, bla, bla. Dopasujcie swoje gainy, dobra? No. Jeszcze gitary nam brumiły.

Teraz przedstawię bardzo zaawansowaną metodę eliminacji zakłóceń elektro-magnetycznych, będących zmorą szarpidrutów. Ja już pomijam stosowanie humbackerów, bo czasem musisz, po prostu musisz użyć singla. Odpalasz stendbaja, gały w prawo a tu YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY.
A więc zauważamy, że jak gitarzysta obraca się wokół swojej osi pionowej, to jest jeden kierunek oraz zwrot gryfu, przy którym YYY zamienia się w yyy. Nie można jednak, w profesjonalnym studio, kazać muzykowi stać nieruchomo i celować instrumentem w drugą listwę na ścianie od lewej. Po pierwsze szukamy gniazdka wolnego od zakłóceń. Przecież nie wiadomo gdzie jakie fazy podłączyli elektrycy, ani na której chodzi lodówka. Po sprawdzeniu wszystkich piętnastu, dalej bieda. Może wziąć z korytarza? Nie. Wyrywamy z przedłużacza kołek uziemienia. Przecież prąd nikogo nie zabije... chyba. Sprawdzamy wkładając wtyczkę na dwa sposoby, normalnie i obróconą dokładnie o 180° ±1°. To wszystko razy 15 gniazdek. Nic? Aaahaaa... Są tu świetlówki. Wyłączamy świetlówki! Jest ciemno. Damy małą lampkę. Będzie genialny klimat. Kurde brumi. Hmmm... Maciek, stań proszę tak, żeby gryf celował w tamtą listwę na ścianie, ok?

Ćśśś...